Saint-Nazaire

Obrazek

Aby odpocząć od dużego miasta, zaczerpnąć świeżego powietrza i cieszyć się przestrzenią oraz oceanem, polecam spędzić kilka chwil w Bretanii, gdzie oprócz przepysznych słodkich crepów, wytrawnych galettów i jabłkowego cydru, możemy zapomnieć o całej reszcie świata! Fajnie jest spacerować po plaży, na której można znaleźć chyba wszystkie muszle, jakie tylko istnieją, przyglądać się ludziom, którzy łowią kraby i krewetki czy po prostu wpatrywać się w niekończący się ocean. Jestem bardzo wdzięczna za ten weekend, po którym do Paryża trzeba się przyzwyczajać na nowo.


 Afin de faire une pause de la vie quotidienne dans une grande ville, respirer l’air frais et gagner de l’espace et voir l’océan, je vous recommande de passer quelques moments en Bretagne, où en plus de manger des crêpes et galettes délicieuses, on peut oublier le reste du monde ! En se baladant sur la plage, on trouve tous les types de coquillages qui existent, on peut regarder les gens qui pêchent des fruits de mer ou juste regarder l’océan sans fin. Je suis ravie de ce week-end, après lequel il faut se réhabituer à notre vie à Paris.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

 Obrazek

 Obrazek

Obrazek

Obrazek

 

Advertisements

Park Montsouris

Obrazek

It’s official – rozpoczęła się wiosna! Wraz z nią rozpoczyna się także mój ulubiony sezon roku. Syndromów wiosennego szaleństwa, najlepiej szukać w parkach, gdzie oprócz kwitnącej natury, spotkać możemy na nowo zapalonych sportowców. Taki spacer, daje niezłego pozytywnego kopa. My tym razem wybraliśmy się do chyba najbardziej oddalonego od Montmartre parku – Montsouris, który o tej porze roku ma jeszcze więcej wdzięku niż w lecie (wtedy jest idealnym miejscem na piknik). Zobaczcie sami.


It’s official – le printemps a commencé! C’est certainement ma saison preferée de l’année. Si vous voulez trouver les premiers signes du printemps, vous devez aller dans un parc où en plus du reveil de la nature on peut rencontrer les gens qui sont (re)passionnes par le sport. Une promenade comme ça donne beaucoup d’energie pour le reste de la semaine. C’est pour cette raison qu’on a decidé d’aller au sud de Paris au parc Montsouris. Il semble que ce parc est le plus loin possible de Montmartre mais ça valait le coup car il est même plus gracieux qu’en été.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

 Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Holi – indyjskie święto kolorów

Obrazek

Dzisiaj mieliśmy okazję uczestniczyć w indyjskim święcie radości i wiosny Holi, podczas którego ludzie tańczą przy głośnej muzyce obrzucając się kolorowymi proszkami. Była to świetna okazja, aby poznać coś nam zupełnie do tej pory nieznanego. Z początku chciałam zrobić tylko kilka zdjęć i uciec, jednak okazało się to być niemożliwe. Zaraz po przybyciu na miejsce zostaliśmy obrzuceni wszystkimi kolorami tęczy i szczerze się nam to spodobało. To naprawdę bardzo pozytywna tradycja i fajnie było być przez chwilę jej częścią.

                                                                                                                                                                                                                   

Aujourd’hui on avait l’occasion de participer a la fete indienne Holi, lorsque les gens dansent en se jetant des poudres colorees. C’etait franchement un bon moment et l’opportunite d’apprendre quelque chose de nouveau. Au debut, je voulais prendre juste des photos mais ce n’etait pas possible sans avoir toutes les couleurs de l’arc-en-ciel sur nos visages. On a trouve cet evenement genial et c’etait bien d’etre au milieu de tout ca pendant un moment.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Tapas por favor!

Obrazek

Mija już tydzień od naszego powrotu z Barcelony, a my nadal zajadamy się w domu hiszpańskim serem  manchego i iberyjską szynką (tym drugim bardziej Jonathan). Brakuje nam tapas! Szczególnie tutaj w Paryżu, kiedy jeść poza domem można tylko między godziną 12 a 15 a potem od 20. W Hiszpanii jesz kiedy chcesz (trochę tak jak w Polsce), a jak chcesz jeść, to jesz tapas! Każdy kto miał okazję być w Hiszpanii na pewno zapoznał się z tymi przepysznymi przekąskami, które można dostać w każdym jednym barze i restauracji i które stanowią pozycję obowiązkową do każdego napoju. Karta tapas zazwyczaj zaczyna się od patatas bravas, pieczonych ziemniaków z sekretnym ostrym sosem (moja ulubiona pozycja, jedzona za każdym razem). Dla wielbicieli mięsa – iberyjska szynka (jamon iberico), typowa hiszpańska długodojrzewająca. Można też połączyć szynkę i ser w jednym, czyli croquetas – chrupiące z wierzchu, pyszne krokieciki z szynką (de jamon) lub dla wielbicieli ryb, które stanowią podstawę kuchni hiszpańskiej (de bacalao – z dorszem). Inną pozycją obowiązkową do spożycia podczas pobytu w Hiszpanii jest tortilla, każdy fan ziemniaków i jajek (to ja) będzie zachwycony.  Jeśli ktoś lubi owoce morza (mariscos), to chyba nie ma lepszego miejsca niż Barcelona. Gambas a la plancha (grillowane duże krewetki), pulpo (ośmiornice) i wiele innych możemy znaleźć w pysznej hiszpańskiej paelli, której trzeba spróbować nawet, jeśli tak jak ja, nie przepada się za owocami morza. Jako, że my jesteśmy świetnie dobrani i oboje uwielbiamy dobrze zjeść, naszym ulubionym miejscem w Barcelonie był Mercat de la boqueria, market, na którym można było kupić wszystkie hiszpańskie pyszności. Miejsce to zachwyca kolorem i zapachem. Jak będziecie w Barcelonie, musicie koniecznie się tam wybrać, zamówić chłodną sangrię i spróbować tapas przygotowywanych z produktów, znajdujących się na targu. Żeby was przekonać, prezentuję następujące zdjęcia 🙂 Adiós!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Hola Barcelona !!

Obrazek

Tym razem zapraszam na krótki spacer po Barcelonie. Jadąc do stolicy Katalonii w marcu, nie spodziewaliśmy się, że zastaniemy tam tak piękną pogodę (później okazało się, że w Paryżu w tym czasie było jeszcze cieplej). Barcelona przywitała nas słońcem, sangrią i wszystkimi rodzajami tapas, jakie tylko istnieją (o tym ostatnim będzie kolejny post). Spędziliśmy 3 dni na zwiedzaniu i korzystaniu z uroków miasta. Mieliśmy szczęście mieszkać tuż przy La Rambla, czyli głównej ulicy, która prowadzi nad morze. Moim ulubionym miejscem okazała się jednak barrio gotico, czyli średniowieczna dzielnica miasta, na którą składa się wiele wąskich i uroczych uliczek pełnych butików i knajpek serwujących tapas (typowych hiszpańskich przekąsek). Poza tym Barcelona jest dużym miastem przepełnionym turystami, co może być po pewnym czasie bardzo męczące. Będąc tam 9 lat temu, zapamiętałam ją zupełnie inaczej. Jedno nie zmieniło się na pewno – Sagrada Familia nadal jest w budowie! Barcelona nie jest chyba moim ulubionym europejskim miastem, ale uważam, że warto tam spędzić dłuższy weekend. Nawet dla samego morza i tapas!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Francuskie przysmaki

Obrazek

Jedzenie dla Francuzów jest pewnego rodzaju filozofią życia. Ludzie przywiązują tu bardzo dużą uwagę do tego, co jedzą, ale jeszcze bardziej do tego, jak jedzą. A jedzą wolno, delektują się smakiem i spędzają długie godziny na biesiadowaniu. Jeśli jesteś zaproszona/y na obiad do Francuza, musisz zdawać sobie sprawę z tego, że spędzisz w jego domu całe popołudnie i wieczór. Żyjąc we Francji, “zmuszona” jestem niejako do próbowania nowych dla mnie smaków. To tutaj po raz pierwszy spróbowałam owoców morza (których niestety wielbicielką nie jestem i staram się ich raczej unikać!). Pierwszym daniem, jakie przygotował dla mnie Jonathan (jak jeszcze nie mieszkaliśmy razem) były przegrzebki (małże św. Jakuba, coquille Saint-Jacques) w sosie śmietanowo-porowym. Do tej potrawy mam zatem duży sentyment chociaż zaskoczona byłam i jestem nadal konsystencją tych małych, białych krążków. Innym klasykiem kuchni francuskiej jest foie gras, czyli pasztet z wątroby kaczki. Jako, że nie jestem fanką tego typu mięsa, nie bardzo mogę się przekonać do tego “przysmaku”, którym Francuzi zajadają się podczas ważnych dla nich kolacji (święta, nowy rok itd). We Francji ludzie jedzą także bardzo dużo wołowiny, a wieprzowinę traktują raczej po macoszemu. W każdym bistro, czy restauracji możemy znaleźć steak, którego wcześniej nie znałam i do którego smaku powoli się przekonuję. Niestety coraz częściej, Francuzi wybierają na swój posiłek hamburgery, które także zajmują sztandarowe miejsce w prawie każdym menu. Nie można pominąć także francuskich deserów, których jestem największą fanką. Patisserie jest chyba najlepiej rozwiniętym rejonem gastronomicznym we Francji. Profiterles, mille feuille, tarte Tatin, macarones i mogłabym tak wymieniać. Ja najbardziej lubię jednak creme brulee! Kuchnia francuska oczywiście się na tym nie kończy, bo można by się długo rozpisywać na temat jej dań. To jednak już następnym razem.

                       Serowe przysmaki z naszej osiedlowej fromagerie

Obrazek

                       Saucisson – taki francuski kabanos 🙂

Obrazek

                        Brochette de Saint-Jacques – szaszłyk z przegrzebkami

Obrazek

                        Galette complete – naleśnik gryczany z szynką, jajkiem i serem

Obrazek

                        Foie gras

Obrazek

                        Camembert

Obrazek

                        Huitres – ostrygi

Obrazek

                        St. Jacques w swoich muszlach

Obrazek

                        Pysznyyy burger – trochę inny niż ten z Mc Donalds

Obrazek

                        Krewetki

Obrazek

                        Filet z tuńczyka w sezamie

Obrazek

                       Creme brulee

Obrazek

                        Macaron

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

                        Raclette

Obrazek

                        Baguette

Obrazek

Love is in the air

Obrazek

Wiosna już coraz bliżej. Nie tylko wspinająca się rtęć w termometrach jest tego wskazówką, ale także to, że miasto miłości zapełnia się amoureux – zakochanymi parami. Etykietka romantyzmu i miłości chyba na zawsze już przylgnęła do Paryża. Nie wiem, czy to za sprawą jego piękna, czy za sprawą jego mieszkańców, ale Paryż przyciąga zakochanych z całego świata, którzy pragną spędzić ten jeden romantyczny weekend w mieście. Wszystkim znane są także sesje ślubne par, które pobrały się w swoich krajach, a przyjeżdżają do Paryża tylko po to, by zrobić sobie te “jedyne w swoim rodzaju” zdjęcia. Tyczy się to chyba przede wszystkim par chińskiego pochodzenia, których nie da się uniknąć w wiosenne popołudnia. Chociaż mimo, że dla wielu to okropne cliché, ja chyba też nie odmówiłabym takiej sesji. W końcu to Paryż – miasto miłości. 

Obrazek

Obrazek

Obrazek

 

Obrazek

 

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek