Paris by night

Obrazek

Nocą Paryż jest naprawdę super romantyczny i piękny. Gra świateł, która podkreśla walory budynków i ulic, powoduje, że nocny spacer po mieście to prawdziwa przyjemność. Ostatnio mieliśmy okazję także na nocny rejs statkiem po Sekwanie, co pozwoliło nam odkryć nowe zakamarki miasta. Co wzbudziło moje największe zainteresowanie, to kopia nowojorskiej statuy wolności, która wznosi się nad Sekwaną niedaleko Wieży Eiffla (ostatnie zdjęcie). Widok był naprawdę niesamowity. Paryż nie bez powodu nazywany jest Ville lumière – miastem światła, mimo iż to wcale nie sztuczne światło, a umiejętne rozmieszczenie budynków, jest przyczyną tej nazwy. 

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Advertisements

Nowe spojrzenie na Montmartre

Obrazek

W ostatnią niedzielę, pogoda znów nas rozpieściła i dało się odczuć powiew prawdziwej wiosny. Postanowiliśmy nie marnować czasu i po leniwej sobocie pomęczyć trochę nasze zwiotczałe mięśnie. Jako, że nie chciało nam się jechać do parku, zdecydowaliśmy się pobiegać po Montmartre. Uff, nie było to łatwe zadanie. Wbieganie na szczyt wzgórza dla takiego leniucha jak ja, okazało się nie lada zadaniem. Jednak naprawdę było warto trochę się zmęczyć. Nie dość, że dostałam porządnego zastrzyku endorfin i kopa energii, to udało nam się także odkryć nowe zakamarki naszej dzielnicy. Chcąc ominąć tłum turystów, trafiliśmy w miejsca, których do tej pory nie znaliśmy. Jako, że aparatu ze sobą oczywiście w dresach nie miałam, postanowiliśmy wrócić w te same miejsca, by w spokoju móc nacieszyć się ich urokiem. Oto kilka z powstałych w tym dniu zdjęć.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Miasto 37-u mostów

Obrazek

Paryż nazywany jest miastem miłości, mody, kultury. Jednak jest to także stolica wody. W ostatnim czasie przeczytałam wiele książek i artykułów na temat Paryża, z których dowiedziałam się, że historia miasta od zawsze związana była z rzeką i wodą, która płynie z licznych jego fontann (szczególnie Wallace, z których można bezkarnie pić w upalne dni). Nad Sekwaną unosi się 37 mostów, które łączą prawą i lewą część miasta (Montmartre znajduje się na rive droite). Najstarszym mostem (400 lat) jest Pont Neuf (tł. nowy most), który znajduje się w sercu miasta i łączy Ile de La Cite z Rive droite i gauche. Nie jest to może najładniejszy z mostów, ale ma dość ciekawą historię. Moim ulubionym jest jednak zbudowany na życzenia Napoleona drewniano-stalowy Pont des Arts, na którym wisi jakaś tona lub dwie kłódek, które strzegą miłości tysiąca par z całego świata. Poza tym, bardzo lubię widok z tego mostu i jego okolicę. Co do samej rzeki, to jestem jej wielką wielbicielką. Można znaleźć wiele świetnych miejsc w Paryżu, dzięki którym można cieszyć się bliskością wody – Canal Bercy, Canal Saint Martin czy Canal de Saint-Denis w okolicach parku Villette to tylko kilka z nich – będę musiała zrobić post i o nich, ale to jak już będzie dużo cieplej. Wracając do rzeki, to jedną z jej atrakcji są butiki ze starymi książkami i gazetami znajdujące się na brzegach rzeki, osobiście bardzo lubię przeglądać te archiwalne magazyny. Inną, bardziej turystyczną atrakcją, są les bateaux-mouches, czyli statki, które pozwalają zwiedzać Paryż z perspektywy Sekwany – polecam szczególnie w nocy!  Tymczasem wrzucam tylko kilka zdjęć z ostatniego spaceru wzdłuż rzeki, jednak myślę, że do tematu rzeki i jej mostów jeszcze będę wracać.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Włoska Mamma

Obrazek

Do włoskiej mammy pewnie mi jeszcze daleko, jednak ugniatając swój pierwszy w życiu makaron domowej roboty, tak się właśnie czułam.

Jonathan jak zwykle o mnie zadbał i jako walentynkowy prezent dostałam od niego maszynę do robienia makaronu. Może nie jest to najbardziej romantyczny prezent jednak zdecydowanie najlepszy! Od dłuższego czasu chciałam bowiem zostać posiadaczką takiej maszyny. A będąc w czerwonym kolorze, na walentynki nadaje się idealnie!

Jako, że nigdy w życiu makaronu nie robiłam, z pomocą przyszedł przepis z kwestii smaku, który okazał się idealny. Nic dodać, nic ująć, a ciasto miało super konsystencję i makaron smakował pysznie! Co to była za duma jeść taki makaron własnej roboty!

Chcąc pozostać we włoskich klimatach, postanowiłam połączyć mój makaron z groszkową pastą, którą kiedyś poczęstowała mnie pewna Włoszka. W końcu zrobiłam podobną sama i wyszła świetnie! Polecam wszystkim na szybki i łatwy obiad (niekoniecznie z ręcznie robionym makaronem). Przepis na groszkową pastę znajdziecie poniżej.

Tymczasem będąc w kulinarnych klimatach, polecam blog bonappetitmonamie, na którym można znaleźć wiele ciekawych inspiracji. Poza tym Wiki robi baaardzo apetyczne zdjęcia!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Przepis na groszkową pastę:

Składniki:

zielony groszek (ja użyłam mrożonego)

boczek wędzony

oliwa z oliwek

świeża mięta (opcjonalnie)

parmezan (albo tarty żółty ser)

Zagotować groszek. W momencie, w którym będzie już miękki, odlać wodę i zblendować. Pasta będzie dość gęsta dlatego dolewamy do niej oliwę z oliwek (może być smakowa – ja jako, że uwielbiam ostre dodałam oliwę z chilli). Boczek podsmażamy na suchej patelni. Dodajemy do pasty, którą po doprawieniu solą i pieprzem mieszamy z makaronem. Na wierzch posypujemy serem (parmezan mile widziany, ale nie konieczny), skrapiamy kroplą oliwy. Ja dodałam jeszcze świeżo posiekaną miętę, która świetnie wzbogaciła smak.

Pyyyychotka!

Obrazek

Życie na tarasach

Obrazek

Paryskie kawiarnie, kawiarenki i życie na ich tarasach to nieodłączna część kultury miasta. Ja jestem w nich bezwzględnie zakochana i z wielką przyjemnością korzystam z ich istnienia. W tym uwielbieniu nie jestem oczywiście sama, gdyż podczas weekendu czasami trudno znaleźć miejsce, by napić się szybkiej kawy (przynajmniej w naszej okolicy). Tarasy kawiarni to idealny punkt obserwacyjny życia paryskiej ulicy. Fajnie jest przez chwilę posiedzieć i podglądać mijających ludzi i wydarzenia. Chwile często zamieniają się w dłuższe momenty, szczególnie, że tarasy są podgrzewane, przez co nie ma się ochoty ich opuszczać! Siedząc samotnie przy swojej kawie, często możemy zyskać nowych znajomych – co mi się kilkakrotnie przydarzyło. Ludzie wracają w te same miejsca o tych samych godzinach, co codziennie potwierdzają moje spostrzeżenia. Paryż by po prostu nie istniał, gdyby nie jego tarasy!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Belleville

Obrazek

Belleville oznacza po francusku piękne miasto. Jest to także jedna z okolic Paryża, która tak generalnie swoim pięknem raczej nie grzeszy. Do tej pory jej nie znałam ale jak się okazuje, w Paryżu jest jeszcze wiele miejsc do odkrycia – a to niezmiernie mnie ucieszyło. Belleville mieści się w dzielnicy, w której na dobre osiedlili się Chińczycy a okolica aż nęci zapachem chińskiej kuchni – z czego oczywiście nie mogliśmy nie skorzystać. Jednak nie to okazało się być numerem jeden naszego spaceru. Naszym celem było odwiedzenie punktu widokowego, z którego rozpościera się genialny widok na jasne dachy miasta. Do punktu naszej destynacji prowadziła oryginalna, jak na Paryż ulica, pełna kolorowych graffiti i ciekawych haseł.  Naszym ulubionym stało się: “Fuck paris mentality” – jakie to prawdziwe! Następnie “musieliśmy” przespacerować się przez zielony park, którego kilka zdjęć wstawiłam w ostatnim poście. Po kilku minutach wspinania się pod górę, znaleźliśmy się na szczycie tarasu, z którego mogliśmy cieszyć się pięknym widokiem na miasto. Plusem tego miejsca są także ceramiczne ozdoby murów, które nadają fajnego klimatu oraz darmowa luneta, dzięki której z bliska można przyglądać się dachom miasta. Moje nowe idealne miejsce na niedzielne przedpołudnia!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

 

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Zima? Niekoniecznie!

Obrazek

Dzisiaj trochę inaczej, bo przyrodniczo, ale myślę, że dam wam kolejny powód do tego, by odwiedzić Paryż – nawet w środku zimy!

Wiedziałam, że klimat we Francji różni się od tego w Polsce i nie ukrywam, że bardzo mnie to cieszyło. Nie spodziewałam się jednak tego, że w środku zimy zastanie mnie prawdziwa wiosna! Jeszcze trzy dni temu, niebo wydawało się spadać na nasze głowy pod ciężarem szarych i deszczowych chmur. Dziś natomiast obudziły nas zupełnie niespodziewane promienie słoneczne. Zdecydowaliśmy się więc wyruszyć na spacer. To, co udało nam się odkryć zdecydowanie mnie zszokowało. Kwitnące kwiaty i bujna zieleń parku, cieszyły nas niesamowicie! Ciekawe, czy jeszcze w tym roku zobaczę śnieg. Kolorowe zdjęcia wrzucam dla wszystkich tych, którzy stracili już nadzieję, że mróz się skończy, lód stopnieje i nastanie kiedyś wiosna! Courage mes amis !

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek