Paryż, jaki wszyscy znamy

Obrazek

Myśląc o Paryżu, do głowy przychodzi nam wszystkim kilka sztandarowych miejsc, których odwiedzenie stanowi obowiązek każdego przybywającego tu turysty. Mimo, że dopełniają one (a dla niektórych pewnie tworzą) niepowtarzalny charakter miasta, ja za nimi nie przepadam. Przede wszystkim chyba dlatego, że nie można się nimi nacieszyć w spokoju. Jako, że każdego roku Paryż odwiedzany jest przez około 30 milionów ludzi, największe prawdopodobieństwo, żeby znaleźć ich wszystkich, mamy właśnie stojąc pod wieżą Eiffla (która będąc symbolem miasta, z bliska nie robi na mnie niestety żadnego estetycznego wrażenia). Robiąc zdjęcia do tego posta, byłam zaczepiana jakieś 30 razy przez zakochane pary, rozbawionych przyjaciół lub szukających przygód samotników. Niezależnie od miejsca – wszyscy mieli jedną prośbę – czy mogłabym zrobić im zdjęcie – tak żeby Wieża Eiffla była z lewej, tak żeby Notre Dame było z prawej lub tak, by dwie piramidy Luwru były widoczne z tyłu. Odbiera to niestety trochę urok każdego z tych miejsc. Mimo wszystko, warto jednak zatrzymać się na chwilę przy każdym z nich, bo często mają ciekawą historię do opowiedzenia.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Advertisements

Słodkie francuskie śniadania

 

Obrazek

To, że śniadanie musi być na słodko, jest chyba wpisane we francuską kulturę. Boulangeries (tutejsze piekarnie) każdego dnia zachwycają mnie ilością i różnorodnością wypieków, które kuszą zapachem, kształtem no i smakiem oczywiście. Podstawą śniadania jest jednak bagietka. Ta różni się jednak znacząco od tej, którą możemy kupić w supermarkecie. To zdecydowanie mój ulubiony przysmak. W lodówce żadnego Francuza chyba nie może zabraknąć dlatego dżemów. Ja nie jestem wielbicielką marmolad, a jako, że codzienne jedzenie croissantów raczej, by mi nie służyło, jem po prostu bagietkę “po polsku”, czyli z wędliną, pomidorem… Kiedy zdarzyło mi się jeść śniadanie z Francuzami, patrzyli na mnie z lekkim niesmakiem, bo przecież “jak można mieć ochotę na słone jedzenie z rana?” Ja mam! Jednak kiedy nadchodzą weekendy, pozwalam sobie na trochę francuskiej wariacji! Wtedy na stół wskakują przysmaki z naszej ulubionej piekarni – Coquelicot. Dobrym urozmaiceniem słodkiego śniadania jest Pain Perdu – czyli wszystkim nam znane tosty francuskie na jajku i mleku. Jednak moim odkryciem miesiąca są Crepes Suzette – naleśniki smażone w pomarańczowym syropie – oh, no może nie jest to bardzo szybkie śniadanie, ale warto, wierzcie mi! Poniżej przepis na to pomarańczowe cudo. Smacznego!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

 

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Crepes Suzette:

Zrób ciasto na naleśniki (mąka, mleko, jajko, cukier, sól)

Do ciasta dodaj skórkę z połowy pomarańczy

Usmaż cienkie placki

Na patelnię po naleśnikach wsyp 4 łyżki cukru i poczekaj aż się skarmelizuje

Do karmelu dodaj szklankę soku z pomarańczy (uwaga, tu nastąpi reakcja, zmniejsz gaz pod patelnią)

Kiedy składniki się połączą, złożone na “4” naleśniki smaż w pomarańczowym syropie – 3 minuty z każdej strony

Voila! Smacznego!

Obrazek

Obrazek

Deszczowy Paryż

Obrazek

Melancholijna pogoda za oknem skłoniła mnie do tego, by ukazać Paryż w trochę innym świetle. Uważam, że w czerni i bieli potrafi być jeszcze piękniejszy niż w pełnej gamie kolorów. Zostawia za sobą coś niedopowiedzianego, tak jak te wszystkie jego zdjęcia z lat 50.-60, które wykonywał np. Robert Doisneau, fotografując codzienne życie miasta. Dlatego tego dnia nie tylko Paryż był dla mnie ważny, ale również Paryżanie, których starałam się przyłapać na spacerach po deszczowych ulicach miasta. Okazało się to jednak nie lada sztuką, bo to bardzo zabiegani ludzie są. Jak wam się podoba deszczowy Paryż?

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Mon petit Montmartre

Image

Montmartre jest wzgórzem leżącym w północnej części Paryża, z którego moim zdaniem rozpościera się najlepszy widok na miasto. Jest to zdecydowanie moja ulubiona dzielnica Paryża, w której mam szczęście mieszkać. Nie przeszkadza mi nawet zacne 20 m2 naszego mieszkanka, kiedy wiem, że po przekroczeniu progu kamienicy, znajdę się w samym sercu tego magicznego miejsca.

Nad wzgórzem króluje biała kopuła bazyliki Sacre Coeur, jednego z najważniejszych symboli miasta, do którego prowadzi szereg schodów i schodków, które nadają wyjątkowej atmosfery.

Montmartre nie byłoby jednak sobą również bez Placu Tertre – placu malarzy, na którym samozwańczy artyści, tęskno wyszukują klientów, którzy docenią ich talent a la Van Gogh czy Renoir, którzy niegdyś właśnie w tym miejscu tworzyli swoje działa..

Montmartre ma swój niepowtarzalny klimat, w którym trudno się nie zakochać. Kawiarnie, kawiarenki, wąskie uliczki, w których nadal się gubię i zdezorientowani turyści – to tylko początek mojej listy zalet. Kto był, ten chyba rozumie, a kto nie był, powinien doświadczyć tego sam!

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Ceramiczna dekoracja w parku. Na płytkach wypisany jest w wielu jeżykach świata napis “kocham cię”. Poszukajcie tego po polsku 🙂

Smacznie, ładnie, zdrowo

Obrazek

Jako, że mamy tymczasowy odpoczynek od wyjazdów, a na spacery miałam niewiele czasu w tym tygodniu, dziś dodaję wpis na temat jedzenia! Jakiś czas temu odkryłam, że uwielbiam być gospodarzem i gotować dla moich gości. Jest to zawsze okazja do tego, by trochę bardziej wysilić wyobraźnię i spróbować czegoś nowego. Będąc w Aussois kupiliśmy całą górę racletta, aby wraz z przyjaciółmi przypomnieć sobie smak Alp. Tak więc wczoraj zaprosiliśmy Goldi i Georga na serową ucztę. Poza raclettem jednak chciałam przygotować jakąś małą przystawkę, do której mogłabym wykorzystać mój świąteczny moździerz. Postawiłam na pesto szpinakowe i zapiekane pomidorki nadziewane kozim serem i ziołami. Strzał w dziesiątkę! Mimo, że przygotowywałam to po raz pierwszy, finał był naprawdę smaczny. Może nie jest to ekspresowa przystawka, jednak mimo prostoty w formie, robi dobre wrażenie! A nóż kogoś zainspiruje 🙂 – przepis na pesto szpinakowe zamieszczam poniżej. Smacznego!

Obrazek

Pesto szpinakowe – super nada się do makaronu, jako dodatek do grillowanych warzyw, lub zapieczonej bagietki

Garść szpinaku podgrzać na suchej patelni, aby go zmiękczyć. Przygotowany dodać do moździerza (lub użyć blendera), zmiażdżyć. Dodawać oliwę (około 1-2 łyżek). Ja dodałam oliwę czosnkową, którą wcześniej sama przygotowałam (dziecinnie proste). Następnie lekko uprażyć garść orzeszków pinii na patelni (myślę, że słonecznik także świetnie się nada, jednak wbrew moim oczekiwaniom łatwiej było mi tu znaleźć orzeszki pinii niż słonecznik). Uprażone orzeszki, ząbek czosnku i łyżkę startego parmezanu dodać do szpinaku. Zmiażdżyć razem. Doprawić solą do smaku. Voila! Pesto gotowe!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Pomidorki nadziewane serem kozim – rewelacja dla miłośników sera i warzyw

Z kilku większych pomidorków koktajlowych wydrążyć miąższ. Pół roladki sera koziego zmiażdżyć w moździerzu (lub rozdrobnić widelcem). Do sera dodać świeże zioła – kto akurat jakie ma. Ja dodałam bazylię, tymianek i rozmaryn. Nadziewać pomidorki serem i wstawić do piekarnika na jakieś 7 minut. Podawać z pesto szpinakowym. Przystawka gotowa!

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Bonjour Aussois!

Obrazek

Tym razem, aby uciec na chwilę od Paryża i zapomnieć na trochę o miejskiej dżungli, wybraliśmy się ze znajomymi do regionu słynącego z pięknych gór, pysznego sera i jeszcze pyszniejszego wina – Savoie. Nowy rok przywitaliśmy w przytulnej miejscowości Aussois (czyt. Osła), która ugościła nas piękną pogodą, przyjemnymi stokami narciarskimi i cudownym jedzeniem. Warto było przemierzyć pół Francji, by móc przebywać wśród otulonych śniegiem Alp, które widziałam po raz pierwszy w życiu. Jako, że narciarz ze mnie żaden, lepiej czułam się w swoich śniegowcach i z aparatem w dłoniach – dlatego ciężko było mi wybrać zdjęcia, które załączam, bo najchętniej zamieściłabym wszystkie! Jednakże dla tych, którzy wolą szaleć na nartach, stoki są świetnie przygotowane, a kawa na szczycie gór smakuje tysiąc razy lepiej.  Miejscowość polecam każdemu, kto nie lubi tłumu turystów i zadowoli zjazdami ze 2700 m. Jestem pewna, że nie raz zatęsknię za tym miejscem.

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

Obrazek

ObrazekObrazekObrazek

Obrazek

Obrazek